Dojrzewanie polskich dzieci i nastolatków odbywa się również podczas wakacyjnych wyjazdów. Jezioro, las, domek letniskowy. Szukamy scenerii jak z folderu turystycznego, ale czasem mimowolnie wkrada się w nią napięcie, gdy chcemy żeby było idealnie. Rodzice deklarują, że chcą spędzić czas razem, ale w praktyce częściej pełnią rolę strażników niż towarzyszy. To charakterystyczne polskie „uważaj”, „nie wolno ci daleko pływać”, „chodź bliżej”, które brzmi jak troska, lecz działa jak hamulec.W efekcie wakacyjny krajobraz bywa areną drobnych rodzinnych kryzysów.
Znamy to?
Kontrola zamiast relacji, kiedy siedzimy na brzegu i komentujemy każdy ruch dziecka, zamiast wejść do wody i być częścią zabawy. Nastolatek w kontrze, bo im więcej zakazów, tym większa potrzeba ucieczki. Na pomost, do znajomych, byle dalej od dorosłych. A tak naprawdę wszyscy chcemy wspólnych, nie osobnych wakacji, bo przecież jesteśmy w jednym miejscu, lecz często każdy w innym nastroju. Rodzice sfrustrowani, dzieci znudzone, a atmosfera gęstnieje jak powietrze przed burzą.
Czy to nie brzmi znajomo i podobnie do świata zawodowego, w którym liderzy i managerowie starając się budować rzeczywistość zakazów i nakazów ubierają to w tak zwane „zasady”, w których wszyscy zaczynają żyć we własnym świecie i grać w swoją grę? I oczywiście nie mowa tu braku zasad, ale o wspólnym ich tworzeniu.
Tak naprawdę to wydaje się proste, ale nie uda się zbudować bliskości, jeśli dorośli próbują zarządzać wakacjami jak projektem. Dzieci nie potrzebują menedżerów, tylko obecnych dorosłych. Dokładanie tak samo wygląda świat relacji w świecie zawodowym.
Co mogą zrobić rodzice, żeby wakacje nie zamieniły się w pole minowe?
– ustalić wspólne zasady – zamiast powtarzać „uważaj” jak mantrę, lepiej ustalić jasne reguły przed wejściem do wody. To zmniejsza lęk dorosłych i zwiększa swobodę dzieci
– być obok, ale bez nadmiernej kontroli – wspólne pływanie, wspólne ognisko, wspólne „nicnierobienie”
– dawać przestrzeń – nastolatek, który może decydować o drobiazgach, nie musi walczyć o autonomię
– mówmy o emocjach, nie o zakazach – „martwię się, kiedy cię nie widzę” otwiera rozmowę. „Nie oddalaj się” zamyka ją nieuchronnie
Nadzieja na dobre wakacje jest realna – wspólny czas z dziećmi nie wymaga heroizmu. Wymaga dorosłych, którzy potrafią odpuścić kontrolę i zaufać, że dojrzewanie nie dzieje się w sterylnych warunkach, tylko w realnym świecie. Czasem mokrym od jeziora, czasem głośnym od śmiechu, a czasem trudnym od konfliktów…dlatego rozmawiajmy, jedząc wspólnie posiłki, grając w piłkę czy zaciekawiając się nową, filmową „rolką” dziecka, które postanowiło zostać wakacyjnym reżyserem naszych wakacji.
Umiejętność odpuszczenia kontroli na rzecz zaufania to jeden z najważniejszych sprawdzianów, nie tylko dla rodzica, ale i dla dojrzałego managera. Pozwalając dziecku, podobnie jak pracownikowi, na decydowanie o drobiazgach i branie odpowiedzialności za własne działania, dajemy mu przestrzeń do budowania autonomii, której nie da się wypracować w sterylnych, nadzorowanych warunkach.
To właśnie wakacje mogą być czasem, w którym rodzice uczą się jednego z najważniejszych gestów wychowawczych: powiedzieć „jestem tu”, zamiast „uważaj” Jest to w istocie lekcja nowoczesnego przywództwa: zrozumienie, że prawdziwa samodzielność rodzi się tam, gdzie kończy się lęk przed błędem, a zaczyna wiara w drugiego człowieka.
Autorzy: Agnieszka Święch i Grzegorz Święch