Ocenny, oceniająca, krytyczni – skąd się bierze osądzanie i jak go unikać?

Ania w pośpiechu wkłada białe adidasy i zarzuca oversizową bluzę, w której lubi się schować. Jeszcze telefon, słuchawki i można wychodzić. Sięga po kurtkę i już ma otwierać drzwi, ale kątem oka dostrzega swoje odbicie w lustrze. W przedpokoju jest inne światło, lepiej widać. Jest 7:35, a ona dziś już po raz trzeci ogląda swoją twarz, centymetr po centymetrze. Dwa wulkany na czole i pożar na policzkach, a na nim rozsypana biała kaszka. Jednak nie da rady tak wyjść.

Znów usłyszy: “Gdybyś się myła dokładniej, to by ci przeszło”. “Za dużo niezdrowego żarcia”. “Myj szarym mydłem i na to krem Nivea”. I jeszcze te sińce pod oczami. “Jesteś chora?” “Przestań po nocach oglądać seriale bo wyglądasz jak zombie, nikt cię nie zechce”. 

Pieczołowicie rozciera podkład, pod oczy wklepuje korektor, rzęsy przeciąga tuszem. Teraz może ruszać. Znów spóźni się na pierwszą lekcję i usłyszy “Masz za grubą tapetę”, ale lepsze to niż tamte epitety.

Znasz to? Cudze słowa przylepiają się do myśli i długo krążą w głowie. Coś o rozmiarze, ubraniach, twarzy, włosach albo charakterze. Gdy przychodzi słabszy dzień, wracają jak bumerang. Powtarzasz je w myślach i na głos tak wiele razy, że w końcu się przyzwyczajasz. Słowa zostają na stałe. 

Oceniasz w 7 sekund

Na pewno potrafisz przywołać jedno takie zdanie. Każdemu się zdarzyło takie usłyszeć i takie palnąć, bo każdy człowiek ma w sobie sędziego. Tak działa nasz staruszek mózg. A precyzyjnie jego stara część, która tysiące lat temu chroniła naszych przodków przed zagrożeniami.

Kiedy osądzamy innych, aktywność naszego mózgu na zmianę zwiększa się i maleje. A nasze mięśnie szykują się do walki lub ucieczki. Czasami zastygamy, nasz mózg się wyłącza i w ogóle trudno nam myśleć. To klasyczna reakcja walcz-lub-uciekaj. Cała nasza energia skupia się na ucieczce lub zwiększaniu szans na obronę. Albo zawieszeniu w rezygnacji i porażce. To wszystko są odmiany reakcji należących do trybu przetrwania.

A cała ta ocena trwa mgnienie oka! Mózg potrzebuje 7 sekund, żeby wyrobić sobie zdanie o innej osobie, na podstawie wyglądu jej twarzy. Przy okazji poszukiwania zagrożeń, porządkuje zdobyte informacje – wrzuca je do szufladek. I tak, bez naszego świadomego udziału, pierwsza ocena gotowa!

Ocenność – wyrok na siebie odroczony w czasie

Problem pojawia się wtedy, gdy mechanizm zaczyna się panoszyć. A kategorii na szufladach trudno upilnować. Najpierw, niemal niepostrzeżenie, wyrywają się myśli. Zaraz potem zmieniają się w słowa – “leń” “grubaska” “idiotka” – zależnie od sytuacji, o kimś albo o sobie. 

Nasz wewnętrzny sędzia ma dwie twarze. Jedna jest krytyczna wobec nas samych, druga wobec innych. Skutki mogą się wydawać odmienne, ale pochodzą z tej samej krytycznej sfery myślenia. “Jak ona wygląda? Dlaczego nie pójdzie na dietę?” szybko może zmienić się w “Znów przytyłam, we wszystkim wyglądam fatalnie.” 

Nasz mózg porządkuje informacje w ten sposób,  że te same myśli i słowa, które odnosimy do innych, automatycznie odnosimy do siebie. Nie ma od tego wyjątków. Jednym słowem:  wyrok na siebie odroczony w czasie. Co gorsze, postawa osadzającego uzależnia! Im częściej sobie na nią pozwalamy, tym częściej dominuje w naszym życiu. A kiedy sędzia przejmuje kontrolę, nie da się nawiązać prawdziwej relacji, znaleźć rozwiązania problemów i zaznać spokoju. 

Czy z oceniania są jakieś korzyści? Chwilowy komfort, który wyrządza długofalowe szkody. Na krótko można poczuć się lepiej. A później trzeba znów i znów trzeba komentować, bo jest się uzależnionym od porównań i ocen zewnętrznych. 

Często zdarza się też, że ocenność jest przejawem niezaspokojonej potrzeby. Ostatnio, gdy pomyślałam o  koleżance, że “obnosi się z dziwacznymi ubraniami, żeby zwrócić na siebie uwagę”, faktycznie coś było na rzeczy. To mnie brakowało odwagi, żeby ubrać się oryginalnie.

Jak przestać oceniać?

Jak się pozbyć wewnętrznego sędziego, skoro nosimy go zawsze przy sobie? Pozbyć się nie da, ale można go kontrolować! I nauczyć się z nim żyć. Przyjmowanie postawy sędziego jest ludzkie. Zwłaszcza gdy sprawy nie układają się pomyślnie, zaczynamy oceniać innych i siebie. Wtedy dobrze obudzić w sobie wewnętrznego reportera. 

Pierwsza zasada reporter brzmi: obserwuj swoje myśli i słowa.

Gdy sędzia zadaje pytania: 

Co ze mną nie tak? 

Dlaczego jestem chodzącą beznadzieją? 

Dlaczego ona zachowuje się jak idiotka? 

Wewnętrzny reporter pozwala przepisać historię zdarzenia w bardziej życzliwy sposób. Nie pisze aktu oskarżenia, nie zadaje pytań z tezą. Obserwuje dokonywane założenia i zadaje pytania otwarte zamiast osądzać. 

Gdy w głowie pojawią się myśli sędziego, spróbuj je zauważyć i zadać sobie reporterskie pytania:

Czy warto się sugerować pierwszym wrażeniem?
Czy mogę o tej osobie pomyśleć inaczej?
Co się naprawdę ze mną dzieje?
Czego chcę dla siebie?

Jeśli sytuacja dotyczy też innej osoby, czego chcę dla niej?

Jak chcę się czuć?

Czego potrzebuję w tym momencie, żeby poczuć się lepiej?

Czy jestem wobec siebie uczciwa/y?

Jaki najmniejszy krok do tego prowadzi?

Czy potrafię sobie wybaczyć?

Co innego niż sięgnięcie po jedzenie, zakupy, alkohol, telefon, Netflixa mogę dla siebie zrobić, żeby poczuć się lepiej?

Cała rzecz polega na tym, by zaakceptować sędziego, a jednocześnie usilnie ćwiczyć postawę reportera. Wewnętrznego sędziego nie da się pozbyć, ale reporter może go śledzić! Wychwycić ocenę i szybciutko ją zmienić. Pytania reportera najlepiej mieć zawsze przy sobie. Na przykład w notatce w telefonie, I sięgać do nich, gdy tylko głowa zacznie się wymykać spod kontroli.
Pamiętaj! Cokolwiek umiesz ze sobą, umiesz ze światem. A gdy następnym razem gdy ktoś Cię oceni, pomyśl że to o nim, nie o Tobie. To akurat będzie ocena adekwatna i zdrowa.